From the diary teenagers

                                          From the diary teenagers

  ROZDZIAŁ 1

Wstałam rano rozglądając się wokół.
"Czy tylko mnie dziwi widok mojego CZYSTEGO pokoju?" - pomyślałam oglądając odkurzone meble i poukładane płyty "30 SECOND TO MARS".   - Mama naprawdę się postarała... - powiedziałam pod nosem, ponieważ wczoraj wieczorem miałam posprzątać pokój ale zasnęłam już na samym początku. - Już mogę się pożegnać z komórką - dodałam z przekąsem.

 Faktycznie, gdy zeszłam na dół mama trzymała mój telefon w dłoniach patrząc na mnie ze zgrozą:
 - Ktoś tu miał posprzątać pokój ale krasnoludki odwaliły za niego całą robotę... - rzekła spoglądając na myjącego się Pioruna.
Piorun to mój kochany rudzielec, między innymi mój kot z którym wszędzie chodzę.
 - Ale ja... - nie wiedziałam jak zacząć, w końcu co mam jej powiedzieć? "Posłuchaj mamo, miałam wczoraj posprzątać swoje rzeczy ale mi się nie chciało więc poszłam spać" ? - Yyy..  - zająkałam się.
 - Żadnego "Ale" ! Miałaś sprzątnąć pokój , nie zrobiłaś tego, więc teraz poniesiesz konsekwencje, zero komórki przez tydzień! - powiedziała ze złością.
W sumie to nie miałam się jak sprzeciwiać zwłaszcza że nie miałam żadnych argumentów.
- No.. okej... - faktycznie zasłużyłam na karę ale dlaczego brak komórki?! Jak ja będe się kontaktować z Vilde i Julie?! No tak, przez Facebook'a...
Julie i Vilde to moje dwie najlepsze przyjaciółki z którymi chodzę do szkoły, są bliźniaczkami, obydwie mają włosy ombre na górze ciemne włosy a na dole jasne, tylko każda z nich ma inne zainteresowania.
Julie to rozrywkowa dziewczyna która kocha dowcipy, imprezy itp.
Zaś Vilde jest spokojniejsza nie przepada imprezami, woli czytać w swoim ogrodzie.

 - Ale to nie wszystko! - powiedziała mama - Mam dla Ciebie też dobrą wiadomość! Ty,  Juls i Vilde płyniecie na Wyspę Jorvik! - krzyknęła z radością.
 - Jak to: "płyniemy" ? - zapytałam ze zdziwieniem.
 - Normalnie! Promem! Do Fortu Pinta . - powiedziała mama.
 - Fort Piniaty? - zdziwiłam się.
 - Nie "Piniaty" tylko "Pinta" - mama o mało nie wybuchnęła śmiechem. - Idź się lepiej pakować - doradziła i poszła mi robić naleśniki.
 "Pakować? Fort Pinta? Wyspa Jorvik? Jadę, a właściwie płynę, na Wyspę Jorvik!" - dopiero wtedy dodarło do mnie co powiedziała mama.
Kiedy już się spakowałam zeszłam na śniadanie. Właściwie szybko mi poszło.
 - A Ty dalej w piżamie? - zapytała mama wskazując moją fioletowo - białą bluzkę na ramiączkach i fioletowe spodenki do spania pokryte szarym szlafrokiem.
 - A no tak... - najwyraźniej z podekscytowania zapomniałam o tym że musze się przebrać.
Kiedy już zjadłam naleśnika i tosty, przebrałam się, poszłam do doków gdzie spotkałam dziewczyny. Nasze przywitanie nie trwało długo kiedy już rozgościłyśmy się na promie on ruszył.

Zasnęłam na parę godzin a kiedy Vilde mnie obudziła zobaczyłam piękną, zieloną wyspę obfitującą w różowe kwiaty. Taki widok nie trafia się codziennie...
Kiedy wraz z dziewczynami wyszłam z promu jakiś chłopiec podszedł do nas:
 - Hej, jestem James i to ja dowodzę w Forcie Pinta - o mało nie wybuchnęłam śmiechem. On chyba sobie z nas żartuje, jest na to za młody, na moje oko ma 11 lat więc na pewno nie jest pełnoletni a już na pewno nie tyle duży żeby rządzić Fortem. - Oprowadzę was - nie wiem czy sobie z nas żartuje czy nie ale najważniejsze że ktoś był chętny by nas oprowadzić.
                                                     


ROZDZIAŁ 2

Po tym, gdy okazało się że James naprawdę dowodzi Fortem rozpakowałyśmy się w pokoju hotelowym, w którym był ciasno ale uroczo.  Jasno - beżowy dywan i granatowe ściany z boku była biała, futrzasta sofa obok niej położyłyśmy bagaże. Biały stoliczek z małym plazmowym telewizorkiem a na półce niżej były jakieś klasyczne książki i pilot do telewizora. Zaś przed telewizorkiem widniały trzy łóżka z białego drewna i z ciemno - niebieską pościelą z aksamitu.
 - Czuję się jak w pałacu - westchnęła z zachwytem Julie - nie zwracając oczywiście uwagi na rozmiar tego pokoju i tego że jest nasz wspólny - dodała z żalem.
 - Tak, to racja, tu jest pięknie - potwierdziłam. - Chodźmy lepiej na miasto - rzekłam pospiesznie, chciałam rozejrzeć się po okolicy.
 - Okej - odpowiedziały chórem.
Kiedy już wyszłyśmy z hotelu ujrzałyśmy wejście do dyskoteki a obok tego napis "Otwarte w piątek i sobotę wieczorem, od 17 do 23".
 - Uuu.. DYSKOTEKA! - wykrzyknęła szczęśliwie Julie a my z Vilde spojrzałyśmy na siebie smutno. Ani ja, ani Vilde nie przepadałyśmy za imprezami więc zapowiadało się czytanie książek albo oglądanie telewizji.
 - Czyli mamy w sobotę i w piątek wieczorem czekać na Ciebie aż do 23 godziny przez całe lato..? - smutno dodała Vilde.
 - Nie no, coś Ty! Pójdziecie ze mną.
 - Nie ma mowy! - krzyknęłyśmy zgodnie.
 - To się okaże - mrugnęła zalotnie Julie po czym poszłyśmy na tyły hotelu.

Za hotelem też było całkiem ładnie, co prawda nie było fontanny na samym środku i masy stoisk z rzeczami do kupienia ale i tak było całkiem przyzwoicie. Obok płotku stała dziewczyna z  kucykami, w stroju jeździeckim.
 - Hej Wy! - zagadnęła do nas - Jesteście tu nowe, co nie?
 - T-tak... - Ja postanowiłam odpowiedzieć.
 - Może chcecie się nauczyć ujeżdżania? - zapytała.
 - Jasne, czemu nie. - odpowiedziała za nas Vilde.
 - Więc wybierzcie sobie konia! - krzyknęła wskazując stajnię.
Weszłyśmy do stajni w której było pięć boksów. Ja najbardziej znałam się na koniach chociaż wielbiłam koty i nigdy nie jeździłam na koniu. Na drzwiach każdego z boksów widniały wykute w srebrze imiona koni. Był tam Wilhelm, Princess, Electra, Amelia i Mefisto. Vilde wybrała Princess a Julie Electrę, boks Mefista był pusty od razu pobiegłam z tym do tej dziewczyny.
  - Przepraszam że przeszkadzam ale boks Mefisto jest pusty! - krzyknęłam przerażona.
 - Jak to..PUSTY?! - wykrzynęła tak, że moje uszy prawie odpadły. - Ostatnio jest taki smutny i co chwilę ucieka ale spotykamy go ciągle w tym samym miejscu. Ostatnio uciekł miesiąc temu więc pomyśleliśmy że już nie ucieknie ale skoro go tam nie ma to uciekł! - widać że dziewczyna ledwo co łapała oddech.
Akurat dziewczyny wyszły ze stajni.
 - Kochane, Mefisto uciekł ze stajni - krzyknęła dziewczyna.
 - Mefisto? - zapytała Julie - A no tak jak wychodziłyśmy ze stajni poszukać Delsy to zauważyłyśmy pusty boks z podpisem "Mefisto"...
 - Właśnie! On często ucieka! Wiem gdzie jest, bo zawsze go tam znajdujemy. Wy idźcie do hotelu a ja poszukam Mefista - powiedziała wsiadając na swojego fryza.
 - Nie! Ja go wybrałam na konia, pojadę z Tobą! - wsiadłam na konia dziewczyny.
 - Och... jak chcesz - odpowiedziała nie pewnie.
  * * *
Zobaczyłyśmy Mefista obok wielkiego zamku od razu do niego podjechałyśmy.
 - Mefisto! - krzyknęła dziewczyna zawiązując linę od siodła fryza do siodła Mefista. - Wskakuj - powiedziała do mnie wskazując grzbiet Mefista.
Posłusznie dosiadłam konia, Mefisto wyglądał pięknie, był bułanej maści i miał białe "skarpetki".
 - Och, przepraszam, nie przedstawiłam się. Jestem Clarissa Jonson i mam 19 lat a mój koń to Cecilia - powiedziała dziewczyna.
 - A ja jestem Delilah Catnight i mam 16 lat, tak samo jak moje przyjaciółki Vilde i Julie Birchbard.
A no właśnie, nie powiedziałam wam jak wyglądam! Mam czarne falowane włosy i czarny makijaż zwykle noszę ciemne ubrania, tym razem miałam na sobie granatowy sweter, czarne leginsy i glany.
 - Ładne imiona - odpowiedziała Clarissa, po czym przez dłuższą częśc drogi milczałyśmy dopóki do Clarissy nie pomachał jakiś chłopak, przystojny, z czarnymi włosami białą koszulką, adidasami i czarnymi spodniami.
 - Kto to? Twój chłopak?
 - Nie! Fuu! - roześmiała się Clarissa. - To mój kuzyn! - westchnęłam z radości był taki ładny.. może uda mi się go poderwać chociaż nie jestem dobra w te klocki.
 - Jak ma na imię? - zapytałam.
 - Aleks Jonson, jak się domyślasz po nazwisku, od strony taty. - Powiedziała Clarissa.
Kiedy już dotarłyśmy chciałam pójść do  hotelu ale Mefisto mnie zatrzymał ciągnąc mnie za koszulkę.
 - Chyba Cię lubi - powiedziała stajenna.
 - Tak, chyba tak... - odpowiedziałam tak cicho że nie wiem czy w ogóle mnie usłyszała ale nie zależało mi na tym. - Przykro mi Mef ale już późno, nie mam czasu, obiecuję że jutro do Ciebie przyjdę..


                                        ROZDZIAŁ 3 

Właśnie poznałam klub jeździecki Clarissy i wiecie co? Mam tego dość! Poznałam właśnie Lorettę Smith i moje życie zmieniło się o 180 stopni. Zaczęłam inaczej patrzeć na świat a do ludzi mam większy dystans. Była okropna, zła i zachowywała się jak zwykła snobka! Najpierw, przywitałą się z nami tekstem "Fajne laski poznałaś, a powiedz mi, w ciucholandzie, czy w szmateksie? Bo ja obstawiam to drugie!"a następnie zaśmiała nam się prosto w twarz. Ohh..ale to nie wszystko! Powiedziała że tylko szczury mieszkają w hotelu i że jej tatuś kupiłby jej własny dom a nie pokój w hotelu! A potem przez całe południe słyszałam tylko "Mój tatuś...". Miałam jej przywalić a potem krzyknąć " A co mnie obchodzi co zrobił by Twój 'TATUŚ'?!", ale jako że miałam dobre mianiery postanowiłam siedzieć cicho i słuchać po prostu co ma do powiedzenia i mówię Wam, to przynosło efekty! Było wkurzona tym że żadna z nas nie reagowała na jej zaczepki aż w koncu się zamknęła i poszła do swojej stajni a my wróciłyśmy do Fortu Piniaty yy...to nie tak! To było 'Fort Pinta'!
Teraz leżę na łóżku i razem z Vilde przedrzeźniam Lorettę:
 - "Mój tatuś, przyleciał by tu ze mną samolotem a nie brudnym i śmierdzącym promem!" - krzyknęłam.
 - "Mój tatuś, kupiłby mi lepsze ciuchy!" - odpowiedziała Vilde.
 - Miałam ochotę je powiedzieć "Jestem samodzielna i sama kupuję sobie ubrania. Mój 'TATUŚ' nie ma z tym nic wspólnego." ale postanowiłam siedzieć cicho - dodała Julie która właśnie wyszła spod prysznica.
 - Na szczęście ta udręka już się skończyła - odparłam.
 - Nie muszę już słuchać jej piskliwgo głosu - Julie odetchnęła z ulgą.
 - Ja idę do Mefisto, pa!
 - Pa! - krzyknęły chórem.
Kiedy wyszłam ze stajni zobaczyłam Aleksa...był taki wyjątkowy! A potem spojrzałam na prawo, zobaczyłam tę ochydną żmiję z piskliwym głosem, która musi polegać na 'TATUSIU'.Podeszłam do Mefisto, Aleks akurat go oporządzał:
 - Co Ty tu robisz?! - krzyknęła córeczka tatusia.
 - Przyszłam do mojego konia?
 - Wszędzie muszę znosić takie niedołęgi?! - powiedziała Loretta po czym odeszła.
 Wtedy Aleks uśmiechnął się do mnie serdecznie.
 - Nie przejmuj się nią, ona taka jest - o matko, Aleks Jonson się do mnie odezwał!
 - Yhh...nic nie szkodzi - odwzajemniłam uśmiech.
 - Może wybierzemy się na przejażdżkę? - kula w moim gardle! Ratunku!
 - T-tak - zarumieniona wsiadłam na Mefisto po czym pojechaliśmy do tak zwanej "Winnicy Srebrnej Polany", między innymi miejsce w którym Baronowa często przebywa, odbywa się tutaj produkcja różnych win. Obok, jest stajnia, jak w prawie w każdym miasteczku na tej wyspie(przynajmniej tak mi powiedział Aleks).
 - A właściwie skąd jesteś?
 - Z Seattle(czyt. Sijetl).
 - Fajne miasto. Byłem tam kiedyś. A tak w ogóle, nie przedstawiłem się, jestem Aleks Jonson, a Ty? - jego wzrok mnie onieśmiela, czuję motylki w brzuchu.
 - Ja..ja..jestem Delilah Catnight - kula w moim gardle ponownie wróciła.
 - Miło poznać - uśmiechnął się do mnie. - A pójdziesz ze mną na dyskotekę piątek wieczorem? - o mamuniu! On..on...ON MNIE ZAPRASZA NA RANDKĘ!
 - Oczywiście - kula w gardle odpuściła, nie była taka okrutna jak myślałam.
 - To miło - jechalismy z dwie godziny po czym wróciliśmy do stajni. - Dasz mi swój numer telefonu?
O cholera! Mama dała mi karę na komórkę! I co ja teraz zrobię?! Wiem!
 - Wiesz, mam szlaban na komórkę ale dam Ci numer mój i mojej przyjaciółki Julie, dobrze?
 - Żeby móc z Tobą rozmawiać zgodze się na wszystko - on ze mną flirtuje!
 - Ojej..to miłe - podaliśmy sobie swoje numery i Aleks odszedł, ja rozsiodłując konia rozmyślałam co na siebie włożę, co będziemy robić..czy...czy się poc-całujemy..?
                                                                    ***
Rano, gdy dziewczyny już wiedziały o wszystkim pomagały mi wybrać strój na ten wieczór. Były bardzo podekscytowane a Julie powiedziała że nie wyciszy telefonu dopóki Aleks nie zadzwoni. 
Kiedy byłyśmy już zmęczone wybieraniem stroju wyszłysmy z hotelu i wzięłyśmy taksówkę do Miasteczka Srebrnej Polany. Oglądałyśmy pare ciuchów w sklepie po czym poszłyśmy do silosu.
 - Ej, on jest otwarty! - krzyknęła Vilde po czym zaczęła wchodzić do silosu.
 - No co Ty! Zwariowałaś?! - odpowiedziała Julie.
 - A nie chcecie zobaczyć jak wygląda silos od środka?
 -  No w sumie.. - powiedziałam po czym poszłam za Vilde
 - Obie zwariowałyście! - postanowiłyśmy nie namawiać Juls tylko użyć siły, szybko wepchnęłyśmy ją do środka.
W silosie było pięknie, Zboże było taki czyste, złote i wyglądało jak samorodki. Nagle zauważyłyśmy linę, postanowiłysmy po niej wejść.
To co zobaczyłyśmy na górze przypominało po części strych a po części domek na drzewie. Wszystkie trzy zaczęłyśmy się rozglądać po całym pomieszczeniu i nagle usłyszałyśmy głos:
 - Dziewczyny patrzcie jakaś stara książka! - powiedziała Vilde wskazując na napis "Pamiętnik Aiiden".
 - Delsa, Ty czytaj! - powiedziała Julie.
 - Ok.
Zaczęłam czytać książke a jej treść była następująca "Jadąc na moim koniu, zobaczyłam małe światełko. Chodząć po wodzie a następnie na skały wzięłam je do rąk jak małe zwierzątko. Nagle ze światełka powstała wyspa. Wyspa Jorvik, tak ją nazwałam. Spotkałam człowieka w szacie który okazał się Druidem, podszedł do mnie i zaczął szepetać " Zło przychodzi blisko na Twą wyspę. Garnok przybywa z Pandorii aby zniszczyć Ciebie, i Twoje ziemie. My Druidzi, będziemy Twoimi strażnikami. Stażnikami Aiiden" to ostatnie co od niego usłyszłam. Potem zniknął.
Parę lat później mówiono mi że powrócę w nowym w cieleniu jako ....... ........  . Niestety, nie będe pamiętać kim jestem.."
 - Wrócę jako...jako..JAKO KTO?! -krzyknęła Vilde.
 - Nie wiem ta część wyblakła - powiedziałam.
 - Czemu akurat ta..?
 - Nie wiem ale lepiej weźmy tą książkę.
Po tym, co przeczytałam w tej książce cały czas myślę o tym, "kim jest Garnok", "co to Pandoria?" oraz "kim jest przyszłe wcielenie Aiiden?!".

ROZDZIAŁ 4

Właśnie stałam przed lustrem zachwycając się swoim strojem na dzisiejszą randkę z Aleksem.
 - Wow, super wyglądasz! - powiedziała Julie.
 - No, wyglądasz..po prostu... - Vilde nie umiała znaleźć słów. - Bosko!
 - Ojej, dziękuje dziewczyny. To miłe.
Faktycznie, miały rację; granatowa sukienka kupiona w Miasteczku Srebrnej Polany, biały pasek pożyczony od Julie, który podkreślał moją sylwetkę, oraz białe balerinki które nie wiadomo skąd wzięły się w mojej walizce. A to wszystko dopełniała biała bransoletka w korale po prababci Madelyn. Włosy miałam spięte w wysoki kok a z boku zwisał mi jeden kosmyk włosów. Wyglądałam jak z bajki.
 - No, to ja idę. Pa! - pożegnałam dziewczyny i szybkim krokiem zeszłam po schodach.
Stanęłam przed hotelem, wzięłam głeboki wdech i ruszyłam w stronę tańczących ludzi. Próbowałam tam wypatrzeć Aleksa. Chłopak miał na sobie białą marynarkę i granatową muszkę.
Na mój widok, rozdziawił usta;
 - W-woow - zamknął powoli usta - Wyglądasz pięknie!
 - Ojej...dzięki - uśmiechnęłam się szczerze. - Ty także.
Usiadłam na długiej, czerwonej sofie;
 - Ja przyniosę coś do picia a Ty tu poczekaj - mrugnął do mnie Aleks.
Oparłam się o oparcie sofy ale siedziałam jakoś sztywno. 
Zaczęłam rozmyslać o książce którą dzisiaj z dziewczynami, znalazłam w silosie. 
 - Ciekawe czy Garnok nadal żyje? - pomyślałam. - Lepiej żeby nie, skoro był taki zły...
Z tych zamyśleń wyrwał mnie Aleks;
 - Hej, oto Twój poncz - położył przede mną szklankę czerwonego napoju.
 - Dzięki - wzięłam jeden łyk. - Pyszne! Wiesz może kto to zrobił?
 - Moja mama.
 - Ojej, to ona tu pracuje?
 - Tak - odpowiedział chłodno a z jego twarzy znikł uśmiech.
 - Przepraszam! Uraziłam Cię? - bałam się że zaraz wymyśli jakąś wymówkę żeby stąd odejść, ale on siedział cicho.
 - Nie, po prostu miałem spędzić wakacje z kumplem na Ibizie, ale mama się tu zatrudniła jako kucharka... - powiedział smutno po czym się uśmiechnął - ale przynajmniej znam Ciebie! 
Aleks objął mnie ramieniem, znowu poczułam motylki w brzuchu. Po raz pierwszy nasza skóra się zetknęła...i wtedy pojawiła się, ona...
 - Oooo...hej! Miło mi ! - Co jest? Loretta jest podejrzanie miła.
I wtedy zrozumiałam o co chodzi. Wcisnęła się pomiędzy mnie a Aleksa;
 - Ymm...Lor..bo my tu mamy randkę - powiedział nieśmiało Aleks.
 - Ooooch, randkę tak? A to przepraszam... - Loretta wstała i spojrzała na mnie piorunującym wzrokiem.
Mogłam się założyć, że była jak mój poprzedni chłopak Jackson, zależało jej tylko na tym żeby mieć wszystkich najładniejszych chłopaków w okolicy.
Aleks znowu mnie objął;
 - Chodź, zostaniemy tylko we dwoje - szepnął spoglądając na mnie czułym wzrokiem. Poczułam dreszcze podniecenia.
 Wziął mnie za rękę i zaprowadził do karocy których było mało. Wsiedliśmy i rozmawiając o różnych rzeczach, upłynął nam czas.

                                                                        * * * 

Nagle znaleźliźmy się przed wielką bramą którą otworzyło dwóch wartowników. Wokół, były piękne jesienne drzewa, ten widok w ogóle nie pasował do letniego nastroju w Forcie Pinta.
Oparłam głowę na ramieniu Aleksa i jechaliśmy w milczneniu, oglądając złocisto - brązowe liście spadające na ziemię.
Następnie zaczęliśmy rozmawiać; o otoczeniu o tym co lubimy robić itd. Nagle karoca zaczęła zawracać, no tak! Było grubo po 11 a my dalej na randce...
Za karocą zaczęła biec wiewiórka spoglądając na nas z ukosa;
 - Hej! Mała! - powiedział Aleks do wiewiórki. - Mam tu coś dla Ciebie! - dodał, rzucając orzechem.
 - Skąd Ty go wziąłeś? - byłam wyraźnie zaskoczona.
 - Był obok mnie, na siedzeniu.
 - Dziwne... - skąd ten orzech się tam wziął?
 Czułam na sobie wzrok Aleksa, po chwili chłopak, chwycił mnie za podbródek;
 - Romantycznie.. - i nasze usta złączyły się w pocałunku.

                                                                       * * *

Byliśmy już pod hotelem; 
 - To pa - powiedziałam spoglądając w jego oczy.
 - Pa - szepnął, po czym pocałował mnie w nos.
Poszłam na górę i usłyszałam że ktoś jest w łazience. Wzięłam ręcznik, piżamę i szlafrok czekając aż ten ktoś wreszcie wyjdzie z łazienki. Okazało się, że to Julie;
 - O, hej! - uśmiechnęła się słabo, widać było że jest zmęczona. 
 - Hej - odrzekłam energicznie.
Kiedy poszłam do sypialni, ku mojemu zdziwieniu Julie wcale nie spała. Spoglądała na mnie z czystą ciekawością; 
 - No gadaj, jak było? 
 - Bajecznie... - rozmarzyłam się. - Ale powiem Ci jutro jak Vilde się obudzi! - przestrogłam ją widząc w jej oczach nadzieję.
 - No, to teraz nie będe mogła zasnąć - zażartowała Julie. - Dobranoc!
 - Branoc.

2 komentarze:

  1. supcio! Może i lubię imprezy ale nwm czy Vilde jest taka spokojna xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, one nie miały mieć identycznych charakterów jak my ;) W tym opowiadaniu.

      Usuń